Walidacja a sprawa Google

By | 22-04-2010

Po co walidować? Czy jest to niezbędne? A może nie mamy się czym martwić? Subiektywna opinia o walidacji.

Jest to moja subiektywna opinia, nie trzeba brać jej do serca, ale może warto przeczytać?

Prosto z mostu, presja niektórych na walidację stron strasznie mnie wkurza, szczególnie, że poza kilkoma drobnostkami, nie ma to specjalnie wpływu na nic. Nawet Google oficjalnie się wypowiedziało w tym temacie, żepozytywna walidacja nie ma żadnego wpływu na pozycję.

Oczywiście czystość i przejrzystość kodu to ważne cechy dobrego kodu i chwała tym programistom, którzy taki właśnie tworzą. Kolejnym argumentem za walidacją, jest uniwersalny, prawie taki sam wygląd strony na wszystkich przeglądarkach, jeśli jest dobrze walidowana. Nic tak nie wkurza, jak strona rozjeżdżająca się pod Mozillą, kiedy pod IE jest wygładzona. Te ikonki pare lat temu „Strona dobrze wygląda na IE 4.0 w rozdzielczości 800×600”, no masakra… Ale jeśli strona wygląda dobrze pod wszystkimi przeglądarkami, to po co ten raban z walidacją?

Rozumiem wszystkie argumenty, ale się z nimi nie zgadzam. Może to tak jak z ortografią, można pisać z błędami, ale wszyscy nas rozumieją, jak to mi powiedziano na forum e-biznesy? No nie do końca, bo to chodzi o przekaz, który się niczym nie różni. Dopiero zagłębiając się w kod widać jego niedociągnięcia, które poza małą grupą ludzi, nikogo nie interesują.

Powiecie, że strona ładuje się szybciej, roboty szybciej indeksują stronę. No coś w tym jest… z tymi robotami, ale nie przejmuję się tym specjalnie, skoro strona jest zaindeksowana, a i na pozcycję w Google nie narzekam. A strona która ładuje się szybciej? To miało sens kilka lat temu na modemach, a teraz, kiedy strony są przeładowane taką ilością Flasha, video, grafiki, to jakieś niedocięgnięcia w kodzie nic nie zmienią.

Wiele skryptów, czy rozwiązań Open Source odbiega nieco od widzi mi się W3C. A przecież skoro są już te rozwiązania, to po co je pisać od nowa, specjalnie dla walidacji?
Sklepy, CMSy, edytory WYSIWYG w nich zawarte, no nie dajmy się zwariować.

Podkreślam, chodzi o wypadek, kiedy mimo braku poprawnej walidacja strona działa i wygląda tak samo na głównych przeglądarkach. A błędów walidacji nie ma zatrważająco wiele.

Zwalidowałem sobie znane sklepy, nikt się jakoś nie przejmuje, sklepy działają, wyglądają i co najważniejsze – sprzedają:
empik.pl – 274 err, 203 war
merlin.pl – 100 err, 14 war
euro.com.pl – 17 err, 13 war
intymna.com – 16 err, 1 war

Jedyny jaki znalazłem podczas losowych poszukiwań, który przeszedł walidację:
agito.pl – 0 err, 0 war, brawo :)

Zwalidowałem przykładowy sklep postawiony na Prestashop, przykładowe dane i nic nie zmieniałem, 2 błędy, no ładnie :) Pozmieniany sklep, z dodatkowymi modułami, produkatmi, 98 błędów, 23 ostrzeżenia. To samo dla Os Commerce, 12 błędów, 2 ostrzeżenia. Mój blog natomiast 53 err, 6 war, a wszystko działa, nie jestem z tego dumny, ale nie przejmuje się tym jakoś, może kiedyś jak się będę nieziemsko nudził i przeczytam cały internet i nie będę miał już pomysłów jak zabić nudę, to pomyślę nad zmniejszeniem ilości tych błedów…

Tym razem krótko i na temat. Jeśli walidator pokazuje nam kilka-kilkanaście błędów, a strona działa i wygląda tak samo pod wszystkimi przeglądarkami, to nie musimy na to zwracać szczególnej uwagi jeśli myślimy o e-handlu. Oczywiście, jeśli tworzymy strony, zarabiamy na tym, może znaleźć się klient, który gdzieś od kogoś słyszał o walidacji i tu ma taki link i on chce, żeby było zielone „passed”, wiadomo… klient nasz Pan i jeśli nie przekonacie go do innego zdania na temat standaryzacji kodu, to nie macie wyboru. A może macie inne zdanie i mnie do niego przekonacie? Make my day…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


osiem − = pięć