Czy z niektórymi znajomymi czasem najlepiej wychodzi się na zdjęciu?

By | 30-08-2010

Czemu masz nie pomóc znajomemu, skoro robisz coś na co dzień i umiesz to robić dobrze? Czemu nie odezwać się do znajomego, do którego nie odzywaliśmy się lata, żeby zrobił nam mały projekcik, za pół darmo, ale skoro on też na tym coś zyska…

Dobry Wujek
Czy zdarzyło się Wam, że ktoś znajomy się odezwał, żebyście im pomogli w czymś, w czym jesteście dobrzy? Za darmo, za symboliczne piwo, po znajomości? Mi niejednokrotnie. No czemu mam nie pomóc, szczególnie, że to nie bywa trudny projekt, czasem jakaś poprawka na wieczór roboty? Jednak schody zaczynają się, gdy znajomy ten zaczyna kręcić nosem lub wymagać od Ciebie rzeczy, za którą w agencji zapłaciłby swoją miesięczną pensję. A Ty nie masz odwrotu, chciałeś pomóc.

Jeszcze lepszy wujek…
A odwrotna sytuacja? Prosiłeś o coś swojego znajomego, na czym Ci zależało i nawet byłeś gotowy zapłacić, skoro ma ktoś i tak zarobić, to czemu ma to nie być właśnie Twój znajomy? Ten pokręci nosem, powie, że nie ma czasu, że to trudne, że za taki projekt w agencji dostałby jako wolny strzelec jak nic trójkę i trzy zera. Możesz wydać tylko połowę tej kwoty, nie wiedziałeś, że to takie drogie.

Projekt gotowy jest na czas, strona śmiga w necie. Któregoś dnia spotykasz się z przyjaciółmi, chwalisz się stroną, wszyscy ją chwalą i pada pytanie „za ile?”. Odpowiadasz, nie ściemniasz, bo to prestiż, w dodatku zaoszczędziłeś, bo to po znajomości. Dostajesz jeszcze pytania „to z pozycjonowaniem?”, „nie”, „a projektujący opiekuje się teraz stroną?”„nie, sam się muszę nauczyć, bez przesady, przecież to po znajomości”. Zdziwiony przyjaciel opowiada Ci o stronie, którą zleciła niedawno jego firma, w tym pozycjonowanie i administrowanie przez rok, za niecałe 2/3 Twojego kosztu, w agencji, wcale nie po znajomości. Czujesz się nabity w butelkę.

Dobry, czy zły glina?
Innym przykładem może być historia z życia wzięta. Jako, że wiele osób wie czym się zajmuję, co lubię robić, odzywają się do mnie czasem znajomi ogłaszając dobrą nowinę: „Mam dla Ciebie fuchę!”, „Czy zrobisz projekt mojego znajomego?”, „Poleciłem Cię Krysi, zadzwoni do Ciebie”. No jak dla mnie super, zagadam, popatrzę i będzie kolejny fajny projekt. Ale czasem się zdarza, że polecając mnie ustalili już cenę i termin zakończenia prac, bez konsultacji ze mną… A doba ma wciąż 24h i czasem po prostu czysty rachunek niepozwala na podejmowanie się takich rzeczy, w tak krótkim czasie, w dodatku dużo poniżej minimalnej granicy zarobku , ale uczynny gość obieca, że się zastanowi, bo nie wypada odmówić, bo przecież znajomy się postarał załawić takie zlecenie.

Tanio, Panie, tanio…
Kolejny przykład, warty przytoczenia, kumpel szukał kogoś kto wykona projekt prostej strony. Znalazł znajomą, która zrobi to nienajdrożej w dobrej oprawie graficznej i wszystko będzie śmigać. Jak tylko ona skończy projekt, pozostanie przerzucić to na FTP, bo ona się tym nie zajmuje. Projekt ukończony na czas. Dopiero przy przerzucaniu plików na serwer okazało się, że jest tylko PSD, zero kodu. Została wykonana ładna oprawa graficzna, ale niestety tylko oprawa graficzna, więc skoro dopinamy do tego CMS i piszemy zoptymalizowany pod SEO kod, spokojnie 2/3 roboty przed nami. Zwyczajne nieporozumienie stron, sprawa się wyjaśniła, ale dopiero po fakcie. A jeśli trafiłoby to na mniej chętnych porozumienia znajomych? Wtedy to najlepiej na zdjęciu…

No i dalej…
Weźmy pod lupę tylko dwa pierwsze, skrajne przypadki. Granicę między pierwszym, a drugim przypadkiem, patrząc z perspektywy twórcy stron, łatwo zatrzeć. Łatwo z miłego, uczynnego kolegi stać się łowcą okazji i nabijać w butelkę nawet znajomych. Ogniwem łączącym te postawy jest znajomy, zleceniodawca z pierwszego przykładu, płacący jak najmniej, przy okazji wymagający więcej niż obca osoba zlecająca, za pełną gażę. Im więcej takich znajomych spotkamy, tym większa szansa, że z miłego i uczynnego staniemy się tym drugim, łowcą okazji nie szczędzącym nawet znajomych.

Jaka jest rada na to? To będzie trudne do wykonania, ale z odrobiną samozaparcia da się zrobić. Trzeba mieć swój cennik zleceń i znajomym mówić, że mają 50%, 80% rabatu i trzeba się tego trzymać, choć momentami może się okazać, że znajomy będzie w szoku, że chcemy kasy. Oczywiście może to być „wymiana towarowa”, oby zawarta w danej kwocie.

Zleceniodawca ma łatwiej, bo to on wybiera wykonawcę i może porównać ceny znajomego z tymi rynkowymi. Do tego trzeba znać terminologię, nie musimy być encyklopedią, po prostu zadawaj pytania.

Wyślij linka
Bez względu na wszystko, warto wysłać linka do tego posta znajomemu, „poczytaj sobie, gość fajnie napisał”. Może nasz znajomy zorientuje się, że nie czujemy się pewnie i wyjaśni wszystko, czego nie zrozumieliśmy w naszych warunkach współpracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dwa × siedem =