O zapleczu, z innego punktu widzenia

By | 26-03-2014

Ten post jest po części kierowany do pozycjonerów, ale też osób, które zlecają SEO. Dwa słowa o zapleczu. Może macie duże zaplecze, postawione na SEO hostingu, po piętnaście blogów z tą samą treścią tylko różnymi synonimami. Koszty pozycjonowania Wam rosną znacznie od pewnego czasu, a efektów nie wiele widać?

Spróbujcie podejść do tematu mniej automatycznie, załóżcie dwa, trzy blogi, nawet na zwykłym hostingu (ja polecam Hekko, tani i niezawodny) i piszcie artykuły. Nie bawcie się w synonimy, piszcie po prostu różnie. Wiem, że samemu na pewno ciężko ogarnąć kilka serwisów i jeszcze robić podstawowe czynności zawiązane z SEO, dogadajcie się więc z klientem. Może ma on pracownika, który i tak zajmuje się Facebookiem, Twitterem, więc ogarnięcie jednego wypisu tygodniowo na każdym z tych serwisów nie powinno być problemem. Szczególnie, że nie trzeba pisać elaboratów na poziomie pracy magisterskiej, tylko czasem krótkie, zawsze treściwe, w sam raz dla czytelników notatki, artykuły. Oczywiście klient może powiedzieć „płacę, wymagam” i nie zgodzić się, „rób sobie Pan sam, Pan myśli, że moi pracownicy siedzą i nic nie robią?”. Prawda, są tacy, z którymi nie da się dogadać, umowa była taka i sam musisz robić. OK, masz małą kartę przetargową, przecież pozycjonujesz, ale nie poradzisz, że na ich stronie jest niewiele treści i od lat się nie zmieniła. Jeśli Twój rozmówca jest choć trochę ogarnięty, powinien zrozumieć. Jeśli uda się dopiąć szczegóły współpracy, wszyscy będą zadowoleni.

Swoją drogą, może właściciel firmy ma już kupione domeny, z których nie korzysta, a opłaca bo „są fajne”, a z wykupionego hostingu wykorzystuje zaledwie 5% miejsca? Może nie trzeba się sądzić na wielkie zaplecza. Ukrywanie ich przed klientem oraz innymi pozycjonerami i można zrobić to normalnie i tu pada ulubione słowo Google, naturalnie?

Takie naturalne zaplecze jest chyba najbardziej bezpieczne, jednocześnie może budować markę Twojego klienta. Prawdą jest, że jest to jego zaplecze, jego blogi, fora i zawsze dziękując Ci za współpracę pozostaje mu jego zaplecze, ale tu nie chodzi chyba o kopanie się po kostkach? Jeśli obaj, klient i usługodawca będą rozmawiać, będą w stosunku do siebie szczerzy, nawet chwilowe zawirowania i potknięcia nie powinny zaważyć na dalszej współpracy. A że mimo wszystko, to co zaczyna się, również się kończy, to po zakończeniu tej współpracy, nie musisz żałować tego zaplecza, w końcu to klient włożył w nie swoją pracę i serce, a Ty tylko pomagałeś.

Czy takie zaplecze SEO nie jest lepsze od katalogów, precli, profili i dziesiątek innych wynalazków, gdzie setki pozycjonerów wrzuca po tysiące linków, trochę mniej naturalnie? A Wy jak to widzicie?

One thought on “O zapleczu, z innego punktu widzenia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dwa + = sześć